[Poznań] Melon dla dyrektora

Wszelkie dyskusje o tramwajach

Moderatorzy: Leszek Matula, TFZ

NDT
Ekspert BusForum
Ekspert BusForum
 
Posty: 2475
Dołączył: czwartek, 12 października 2006, 08:42
Lokalizacja: Gdynia
Avatar użytkownika

[Poznań] Melon dla dyrektora

Postprzez NDT » sobota, 3 lutego 2007, 09:18

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36024,3891933.html

[quote]Rozmowa z motorniczym, który jako pierwszy przejechał trasę "Pestki".

Natalia Mazur: - Pierwszy przejazd trasą tramwaju PST trwał podobno godzinę?

Rafał Buda, motorniczy: - No, może aż tyle to nie, ale na pewno trwało to długo. Prowadziłem niemiecki wagon typu GT8, z drzwiami na fotokomórkę. Pamiętam numer boczny: 650. Do dziś jeździ chyba na trasie "ósemki". Jeśli ktokolwiek stał na schodach, tramwaj nie chciał ruszyć. Wyruszyłem z zajezdni przy ul. Gajowej, na Kaponierze czekał tłum. Już na moście Teatralnym pojawiły się kłopoty. Na przystankach PST zatrzymywałem się, ale nie było mowy, by ktokolwiek się dosiadł. A po fakcie zorientowałem się, że ostatni fragment trasy przejechałem z otwartymi tylnymi drzwiami. Zainteresowanie było ogromne.

Dojechał Pan do pętli os. Sobieskiego i...

- Tam czekali oficjele. Prezydent miasta, którym wtedy był Wojciech Szczęsny Kaczmarek, dyrektor MPK Jerzy Babiak, Hanna Suchocka... Przejechaliśmy do przystanku na Kurpińskiego. Tam grała orkiestra, a dyrektor Babiak dostał od prezydenta melon. Bo melon ma pestki.

Prowadzenie pierwszej "Pestki" było nagrodą za jakieś osiągnięcia?

- To był przypadek. W grafiku byłem ustalony jako osoba, która wyjeżdża tego dnia jako pierwsza. Dzięki temu grafikowi sprzed 10 lat w tym roku dostąpię zaszczytu i poprowadzę paradę tramwajów.

Ale ma Pan swój stały tramwaj, z tabliczką z imieniem, z maskotką pod lusterkiem?

- Nie mamy imion w tramwajach, tylko numery służbowe. Codziennie bierzemy inny wóz i jeździmy inna trasą. Wyjątkiem jest grupa motorniczych przeszkolonych w obsłudze Combino, jeżdżących na trasach "14" i "15".

Jak ludzie reagowali na "Pestkę"?

- Byli zachwyceni, że można na odległe piątkowskie osiedla dostać się tak szybko. W niecały kwadrans, a nie jak dotąd, w godzinę. Na początku była promocja, "Pestką" można było jeździć za darmo. Zdarzali się pasażerowie, którzy nie wsiadali wcale do tramwaju po to, by gdzieś się dostać, tylko jeździli w kółko. Przez trzy, cztery godziny.

Lubi Pan tę linię?

- Z jednej strony tak, ze względu na bezpieczny przejazd. Z drugiej strony, nie zawsze jest łatwa. Mieszka przy niej masa ludzi, studentów. O niektórych porach dnia z trudem się mieszczą do tramwaju. Ta trasa jest też bardzo trudna i niebezpieczna w nocy. Nie dość, że wtedy można spotkać niezbyt przyjaźnie nastawionych do świata młodzieńców, to jeszcze ich koledzy lubią bawić się w rzucanie kamieniami w tramwaje. Niektórzy potrafią rzucić na tory nawet telewizor. Motorniczy nie zauważy, tramwaj się wykolei i tragedia gotowa. Ale gdybym mógł wybierać, chętnie jeździłbym po trasie "czternastki", z Sobieskiego na Górczyn. Na tej trasie jest tylko jeden zakręt!

A jakie są najtrudniejsze trasy?

- Przez ul. Święty Marcin i ul. Dąbrowskiego. Samochody wjeżdżają na tory, łatwo o kolizję.

W sumie chyba jednak zawód motorniczego nie należy do najtrudniejszych? Ot, wystarczy kręcić wajchą.

- To niełatwa praca. Stres, odpowiedzialność Wstajemy rychło, nieraz o trzeciej. Wracamy do domu nawet o 1. w nocy.

Jazda na okrągło?

- Przez cztery, osiem, dziesięć godzin.

Dlaczego zdecydował się Pan właśnie na ten zawód?

- Miałem w rodzinie wujka motorniczego. Czasem zabierał mnie ze sobą do pracy. Pozwalał mi dzwonić dzwonkiem, otwierać, zamykać drzwi.

Ma Pan swój ulubiony model tramwaju?

- Lubię holenderskie G1, podobne do niemieckich GT8. Jeżdżą na trasie "ósemki", "siódemki", "jedenastki". Są bezpieczne, mają najkrótszą trasę hamowania i najbardziej hałasują.

Podobno duża liczba samobójców wybiera rzucanie się pod tramwaj jako metodę pożegnania się z życiem?

- Jeśli motorniczemu nie uda się zatrzymać, spotkanie z tramwajem to niemal pewna śmierć. To czołg na torach. Wśród tych, którzy wpadają pod tramwaje, być może są nawet samobójcy, ale większość z nich to po prostu nieostrożni przechodnie. Mamy w przedsiębiorstwie na etacie psychologa, który pomaga się po wypadku uporać ze stresem.

A pomaga motorniczym wyzbyć się złośliwości? Bo wielu z nich lubi trzasnąć pasażerowi drzwiami przed nosem.

- Sam też uważam, że powinno się zabierać przede wszystkim ludzi czekających na przystankach, a nie tych, którzy dobiegają. Czasem poczekam na jakąś osobę starszą, schorowaną. Ale często czekać się nie da. Na przykład, gdy mam zielone światło, a na kolejnym przystanku już czekają następni pasażerowie.

No i gonić tramwaj też trzeba umieć.

- To prawda. Tylko osoba biegnąca za tramwajem jest widoczna w lusterkach. Jeżeli ktoś dobiega z boku, motorniczy może go nie zauważyć.
[color=#3366FF]Chronisz środowisko na piątkę z plusem, gdy podróżujesz Gdyńskim trolejbusem![/color]